1. Angloville
  2. Córka wspominała, że nawet śni po angielsku! – Anna Protas
Córka wspominała, że nawet śni po angielsku! – Anna Protas

Córka wspominała, że nawet śni po angielsku! – Anna Protas

“Uważam, że ta śmiałość, to przełamanie się jest przecudowne i niesie ze sobą wielką wartość!”

Pani Anna, mama Hani, podzieliła się z nami wspomnieniami córki z udziału w programie Angloville Kids, oraz opowiedziała o swoim zdaniu na temat angielskich wiosek.

Zapraszamy do przeczytania naszego wywiadu.

Damian Wójcicki (Angloville): Skąd dowiedziała się Pani o naszych programach?

Anna Protas: O Angloville dowiedziałam się od mojej bratowej, która zaproponowała, aby nasze córki, które są w tym samym wieku, wspólnie wzięły udział w wyjeździe. A bratowa jest typem człowieka, który podejmuje przemyślane decyzje. Zanim złoży jakąś propozycję bardzo dobrze rozezna się w temacie. Więc skoro poleciła nam państwa kurs, to mogłam być pewna, że jest wart skorzystania.

D: Dlaczego zdecydowała się Pani posłać swoją córkę na nasz program?

A: Chciałam, aby moja córka wyjechała z miasta, najlepiej z fajnymi ludźmi, i miło spędziła tydzień. Zależało mi, żeby organizacja wyjazdu była na dobrym poziomie. To był jeden powód. Drugim była opcja codziennego kontaktu z językiem angielskim, którego znajomość w dzisiejszych czasach jest jak umiejętność chodzenia, wiązania butów czy posługiwania się sztućcami. I obie moje potrzeby zostały zrealizowane, bo Hania nie tylko szybko przestała do nas dzwonić – czyli było dobrze i wesoło (śmiech) – to jeszcze nabrała śmiałości mówienia po angielsku.

D: Czy przed samym wyjazdem miała Pani jakieś oczekiwania?

A: Nie miałam wielkich oczekiwań, poza kluczowymi: żeby córka była bezpieczna i szczęśliwa. Cieszyłam się więc, że nie dość, że bawiła się dobrze, to wyjazd okazał się być wartościowy, bo pomógł jej w podszlifowaniu języka angielskiego.

D: Skoro nie miała Pani żadnych oczekiwań, to czy pojawiły się jakieś obawy związane z wyjazdem córki?

Nie, nie miałam żadnych, Hania jeździ na obozy regularnie, od lat. Oczywiście czasem jest tak, że puszcza się dziecko z opiekunami na wyjazd, a jednak nie jest się do końca spokojnym. W tym przypadku naprawdę nie miałam obaw. Zwłaszcza że podobała mi się Państwa uważność, w tym możliwość wyboru diety pomiędzy zwykłą, a wegetariańską. W naszym domu zwracamy uwagę na to co jemy, dlatego dla mnie był to ważny aspekt.

D: Skoro nie Pani, to może córka miała jakieś obawy?

A: Czy miała obawy? No dobrze, zdradzę panu: ona przed samym wyjazdem nie chciała jechać. Najpierw się zgodziła, ale gdy zbliżała się data rozpoczęcia obozu, była coraz bardziej niespokojna, a z czasem i otwarcie nieszczęśliwa. Jak nam powiedziała, była bliska zrezygnowania, ale przeważyło poczucie odpowiedzialności, bo w końcu jechała nie sama, a z ukochaną kuzynką. Jeszcze rano, w drodze pod Pałac Kultury, gdzie czekały autokary, broda jej się trzęsła. Ale już na miejscu udzieliło jej się przedwyjazdowe podekscytowanie. A gdy wsiadła do autokaru, już była zajęta rozmową z kuzynką i z nowymi koleżankami.

D: Jak Pani ocenia umiejętności swojej córki po powrocie?

A: Mówi lepiej niż przed wyjazdem. Nie tylko zaczęła poprawnej i śmielej porozumiewać się po angielsku, ale zaczęła mieć z mówienia frajdę. Zaraz po powrocie wspominała, że nawet śni po angielsku! Ten programowy przymus mówienia bardzo pomógł jej w komunikowaniu się w obcym języku, pchnął ją do mówienia, ośmielił ją. Uważam, że to świetne. To zasługa koncepcji wyjazdu, ale też realizacji – młodej kadry, i beztroskiej atmosfery, którą ci młodzi ludzie, którzy w końcu też byli na wakacjach, wprowadzili.

D: Czy córka mówiła coś więcej o native speakerach?

A: Opowiadała, że byli otwarci, uśmiechnięci i że przyjaźnie się odnosili do podopiecznych. Atmosfera była wakacyjna. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że Hania ma w planach kolejny wyjazdy z państwem.

D: Czy Pani córka mówiła coś więcej o panującej na programie atmosferze?

A: Opowiadała, że było wesoło, a największą frajdą było właśnie porozumiewanie się po angielsku, wszystkie te zabawy językowe, jakie były w programie. Jedyne co można było poczytać jako minus, było to, że w hotelu, wieczorową porą, obowiązywały obostrzenia covidowe. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wynikały z sytuacji pandemicznej. Acz szkoda, bo zawsze byłaby to kolejna okazja dla młodzieży do fajnego spędzania czasu.

D: Jak wyglądały pierwsze dni po powrocie?

A: Hania cały czas mówiła po angielsku. Albo mówiąc po polsku, gdy brakowało jej słowa, wtykała odpowiednik angielski. Długo żyła atmosferą wyjazdu. Myślę, że rozpierała ją duma, że nauczyła się czegoś cennego i ważnego.

D: Czy zauważyła Pani u córki poprawę wyników szkolnych?

A: Jest dużo lepsza z angielskiego, mam wrażenie, że śmielej zachowuje się na lekcjach. Jest bardziej otwarta, mówi nawet wtedy, gdy nie do końca jest pewna gramatyki. Ale mówi, a o to w tym wszystkim chodzi.

D: Jakby podsumowała Pani całość programu?

A: Angielska wioska to świetna idea. Młodzi ludzie z różnych krajów, którzy przyjeżdżają opiekować się nastolatkami, są sami z siebie ciekawi i energetyczni. A to, że nie znają polskiego, więc trzeba wspiąć się na wyżyny wyobraźni, żeby się z nimi skomunikować, jest bardzo aktywizujące. Nie wiem, czy można nauczyć się języka szybciej. Miejsce wyjazdu też jest istotne, uroda ośrodka czy hotelu, dostęp do licznych atrakcji. Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku będziemy widzieć się po raz kolejny.

D: Czy córka wspominała coś o kolejnych wyjazdach?

A: Tak, myśli o tym. Jeszcze nie mamy konkretnych planów, za wcześnie by rozmawiać o lecie, ale za każdym razem, gdy miga nam gdzieś reklama Angloville, albo gdy my wracamy wspomnieniami do poprzednich wakacji, Hania przypomina, że jest skłonna jeszcze raz pojechać.

D: Pytanie na koniec – jak postrzega Pani nasze programy?

A: Bardzo podoba mi się pomysł. To jest takie pół kroku między zwykłym obozem, a wyjazdem za granicę. Jeszcze nie miałabym odwagi wysłać dziecka na Maltę czy do Wielkiej Brytanii, mam wrażenie, że córka jest jeszcze za mała na wylot na krańce Europy. Za kilka lat, owszem, pewnie poleci. Ale teraz idealny dla niej jest właśnie taki program jak Angloville. Była w miejscowości położonej dwie godziny autokarem od naszego domu, a jak za granicą.

Rozmowę przeprowadził Damian Wójcicki – Content Specialist & Social Media Marketer w Angloville.

Zadzwoń Zamów rozmowę Wyślij e-mail